Ks. Piotr Wawrzyniak

30 kwietnia 1898 r.  

– przyjeżdża do Mogilna. Dekretem ks. Arcybiskupa Stablewskiego zostaje powołany na proboszcza parafii farnej. W skład nowej prebendy wchodziły trzy kościoły:  św. Jakuba - Fara, św. Jana Apostoła - klasztor pobenedyktyński i św. Klemensa na cmentarzu mogileńskim. 12 lat działalności, księdza wprowadziły ogromne zmiany w Mogilnie.

 

Zachowana pisownia z 1911 r.

 

Wygląd, charakter i zachowanie - osobowość

„… Wawrzyniak przyszedł w czasach (wicepatronem w 1887, patronem w 1891), kiedy Prusy za wszelką cenę postanowiły przeprowadzić asymilacyę Polaków, odebrać im ich charakter narodowy, obyczaje, język i podstawy bytu i rozwoju materyalnego. Przyszedł w czasach, kiedy społeczeństwo polskie pojęć i środków potrzebnych do obrony nie miało i stąd na poddawanie się istniało u ogółu uniewinnienie. Jak Mojżesz począł bić w opokę, wierząc niezłomnie, że z twardych, poniechanych skał ożywcze potoki wytrysną i kierował je na pola pracy społeczeństwa a doglądał, by wszystko szło poprawnie i nic nie ginęło; jak Mojżesz oczy miał skierowane na cały naród i jak on prowadził go niestrudzenie ku przyszłości obiecanej. Prawda, że na wielu polach już zastał przygotowania, że znalazł dzielnych współpracowników, że przez nowe objawy ogól­nej ekonomicznej natury powstawały nieznane źródła zarobko­wania dla ludu, a przez politykę rządu pieniądz napływał do kraju w niebywałej dotąd ilości - ale kierującym całem gospodarstwem wodzem, był zawsze Wawrzyniak. I powtórzyła się historya: gdy zbrakło sił do przewodzenia narodowi książętom i wielmożom, kmieciowi oddała widomie Wielkopolska władzę, i po tysiącu lat znów panował nad Gropłem, Wartą i Wisłą — Piast. Bo Piastem był z pochodzenia i z przymiotów. Było w nim wszystko z tych, co się nie dali Otonom ni Henrykom, co trzebili puszcze i szli z oszczepem na wroga czy zwierza, co przetrwali wszystkie dole ojczyzny i własną pańszczyźnianą niedolę, aż znów do wolności wrócili - ale już pod obce berło. Wtedy znów dla ojczyzny, jak ongi, wolni pracować  poczęli i po raz drugi Teutonom stawili opór; i jak o polskiej szlachty pancerze rozbiły się szable Krzyżaków, tak pięćset lat później przed zagrodą chłopa wielkopolskiego stanęły bezsilne pruskie ustawy - Ulrykowi von Jungingen odpowiedziała szlachta, Otonowi von Bismarck więcej niespodzianie jeszcze chłop polski. Była w Wawrzyniaku ogromna siła, wprost potęga cielesna, duch mocny nie do znękania, umysł otwarty, jasny, świadomy celu i środków, rozum praktyczny, w żadnej okoliczności nie zawodzący, hart woli niezłomny i energia opanowująca wrażliwość i stawiająca ponad wzruszeniem każdem jaśń wewnętrzną, radość życia, zapalność, co jak magnes ciągnęły go do wszystkiego, co dobre i wzniosłe. A ten wzrost i zdrowie i siły niespożyte i pogodę umysłu wziął z zagrody kmiecej, tak jak z niej wyniósł jasną i prostą, a rozumem wspartą i pogłębioną i wszystko przemagającą wiarę w Boga i bogobojność i uczynność do poświęcenia gotową dla bliźniego i dla sprawy. Tradycya rodów chłopskich niedaleko sięga. Ale w Kościańskiem i Śremskiem wśród najprzedniejszych gospodarzy dziad i ojciec Wawrzyniaka odznaczali się zacnością, oświatą, siłą i zamożnością, które dziedzicznie przechodziły w tym rodzie z ojca na syna. Więc z tej chaty kmiecej wyniósł i zabrał Wawrzyniak, czem potem zdumiewał swoich i obcych. Więc postawę miał wysoką nad zwykłą miarę. Czołem przenosił zebranych. Z wiekiem stawał się ogromniejszy, kolosalny, a zarazem w ruchach więcej poważny, powolny, ociężały. Wszystko u niego było wielkie: tułów, nogi, ręce, lecz w odpowiedniej proporcyi. Wielka twarz, o grubych rysach, nabierała z latami coraz większego uduchowienia i patryarchalności, a zarazem i energii. Wysokie, silnie zbudowane, niezmęczone, niezasępione czoło, skroń Jowiszowa, w rodzaju swym najwięcej podobna do skroni Goethego w późniejszym wieku, choć szczegóły odpowiednio do rasy i indywidualności były odmienne. Organizm miał tak mocny, że dopiero lekarze w razie gwałtownego niedomagania mogli wypowiedzieć, co mu służy, a co szkodzi. On znosił wszystko. Posilić się mógł rano na zapas, skoro wiedział, że nie starczy czasu wśród całodziennych obrad i przygotowań na posiłek. Mógł także wyspać się naprzód, jak wogóle spać mógł o każdej porze, wtedy kiedy sobie postanowił. W sutannie, w której występował zwykle na zebraniach a zawsze w swojej parafii, wyglądał imponująco i niepowszednio — nie było nic konwencyonalności, nic typu, oryginalność w sobie i w swoim stanie. Podczas podróży dalszych, które odbywał w ubraniu świeckiem, mieć go było można za dyrektora wielkiej instytucyi finansowej amerykańskiej - z odmianą rasy słowiańskiej w rysach twarzy. Odpowiednio do tego wyglądu, spokój nie opuszczał go nigdy. Opowiadający gorączkował się lub ambarasował, a on słuchał, by jak najlepiej rzecz rozumieć i rozwinąć swój plan. Na zebraniach siedział nieruchomie prawie, patrzał na uczestników, raz po raz krząkał, rzadko kiedy, mając wielką pamięć i wprawę, coś sobie zapisywał. Twarz jego nie zdradzała nigdy wrażeń odniesionych ze słów mówcy. Gdy przyszła nań kolej, dźwigał się w górę i spokojnie rozpoczynał swoje wywody. Dyskusyę ułatwiał mu wyższy poziom patrzenia na kwestye, szerokość i wszechstronność widnokręgu, życzliwość dla sprawy, objektywność wobec przeciwników i humor. Tem rozbrajał przeciwników, przychylny wyrabiał sentyment swoim wywodom i zyskiwał im większość. W dowcipie się nie lubował i nigdy się z swoich uwag humorystycznych ani przedtem ani potem nie śmiał, lecz używał go w miarę, jako środka dobrego do celu, dla sprawy. Tak jak wydawał się ociężały w ruchach, jak nie lubił zmian, będąc już przy pracy lub podczas wypoczynku, tak nie - pojęcie ruchliwy był, działał szybko i wiele i przenosił się z miejsca na miejsce w tak krótkim czasie, jak nikt inny - uprzedzał zwykle drugich. Myślano: zanim powstanie, wyruszy, stanie na miejscu, to można jeszcze co innego rozpocząć - i stąd ci, co tak sądzili, zwykle się się spaźniali, Wawrzyniak był przed nimi u celu. Lecz i na dalsze odległości ruchliwość jego była czemś zupełnie bezprzykładnem, fenomenalnem, co zastanawiało wszystkich i na co tylko w siłach olbrzymich Wawrzyniaka znaleźć można wytłumaczenie. Ale działanie to nie było spontaniczne, wybuchowe. W Wawrzyniaku uderzała ogromna jednolitość w tem, co działał, co mówił, jak pisał, jak mieszkał: siła, prostota, celowość niezmieniona, nie do strącenia z toru raz obranego. To był człowiek czynu w najintensywniejszem i najogólniejszem znaczeniu tego pojęcia. Sam mówił częstokroć, „że on nie jest od pisania ani od mówienia, tylko od działania”. Nic w nim nie było ani z literata ani oratora. Gdy mówił publicznie lub odpowiadał w liście na zapytania, wydawało się, że to są rzeczy tak proste i tak znane, że potrzeba naiwności lub niezwykłej wielkości, by je głosić, bo były to zawsze prawdy głębokie i obliczone na wszystkie strony, bezwzględne, żywiołowe jak ziemia, jak chleb powszedni - do wszystkiego się stosujące, nie tracące przez czas ni okoliczności znaczenia - i stąd niesłychanie proste. Uznawał potrzebę i wartość mówienia i pisania, ale upodobania nie miał w formie uwydatnienia; dla formy samej nicby nie był uczynił. Starał się, by styl był poprawny a język czysty, bo tego wymagał jego zmysł porządku, ale staranności literackiej, tak jak krasomówstwa, śladu nie było. Nie był też Wawrzyniak mówcą, mianowicie w pojęciu tych, którzy wielkim mówcą nazywają człowieka o dźwięcznym organie, wypowiadającego płynnie, głośno, z patosem, pewną ilość słów przyjemnie brzmiących, zrozumiałych ogółowi i podziwianych zawsze na nowo, a obliczonych na efekt. W Wawrzyniaku nie było nic z wirtuoza - mówcy. Słowa wydobywały się u niego na powierzchnię jako produkt ciężkiej, mozolnej wewnętrznej pracy, więcej fizycznej, niż umysłowej - powoli, jakoby urywane. W chwilach uniesienia nawet nie mówił nigdy szybko. Twarde były jego zdania, a słowa rąbane prostem narzędziem, nie przystrojone niczem, żadną ozdobą, nie harmonizowane w tonie. Zapas słów i dobór miał bardzo niewielki, nie cieniował pojęć, nie używał synonimów, nie miał żadnego upodobania w frazesowaniu. Słowa, których najczęściej używał były: „sprawa, rzecz jest w porządku, z racyi tej, poważnie, traktować, przeprowadzać dyskusyę lub korespondencyę, skonstatować, to się pokaże, ma się rozumieć...”. Gdy mówił dłużej i żywiej wpadał w patos przypominający kaznodziejski ton, nie przeczulony, ale zwykły. Głos jego nie był giętki i nie obejmował wielkiej skali, nie był drewniany, ale też nie brzmiał jak metal, nikomu niespodzianki nie gotował ni stawał się przykry. Cała siła tkwiła w przedmiocie, w argumentacyi, w logice, w przedmiotowości, w prostocie, w szczerości, rzetelności, w powadze; nic nie było sztuki, wszystko było przyrodą. W tem była tajemnica jego zwycięstw. Zawsze odnosiło się to wrażenie, że Wawrzyniakowi nie zależy na tem, żeby coś napisać lub coś powiedzieć, lecz coś zrobić, i to rzetelnie, na długą metę. Pismo jego było niezwykle drobne; przytem przedstawiało się tak, jakoby pióro stalowe, którem pisał, było bez przedziału, było rylcem. Z każdego pióra równo wychodziło, każąc się domyślać szczegółów głosek i sylab, samodzielnych skróceń i indywidualnie ukształtowanej całości słów. Nie suche jednak było ani nudne. Zdania były krótkie, lapidarne, lakoniczne; treść listów nigdy prawie bez humoru, a całość pełna projektów i otuchy - mimo trudów, trosk i cierpień fizycznych. Mimo to miało się wrażenie, że najważniejszej rzeczy nie napisał, a zwykle, że mógłby był daleko więcej powiedzieć. W informacyach był nadzwyczaj skąpy. Do rozpaczy mógł doprowadzić ludzi zajmujących się naukową jakąś kwestyą, choćby z najbliższej mu dziedziny. Wydawało się, że całej ankiety chce się pozbyć kilku obojętnemi, niewyraźnemi słowami odpowiedzi. Więcej już można było ustnie z niego wydobyć. Jak dalece nie czuł potrzeby wypowiedzenia się w formie literackiej i uwydatnienia się w dziedzinie literatury, mimo najbujniejszych a oryginalnych pomysłów w najrozmaitszych dziedzinach, mimo setek wykładów i tysięcy konferencyi, jakie miewał, mimo planów, jakie pragnął wcielić w życie, świadczy fakt, że nie wydał nic, krom wskazówek dla członków rady nadzorczej w Spółkach. Sprawozdania z jego przemówień były zwykle bardzo niedostateczne, bodaj czy kilka razy je stenografowano. Dla charakterystyki jego, dla dziejów gospodarstwa społecznego w Księstwie, a szczególnie dla psychologii ze względu na wybitność niezwykłą Wawrzyniaka, jest brak ten niepowetowaną stratą, choć dopełnia on jego indywidualności. A jak pismo i mowę uważał za środek do celu, tak i oprawę najbliższą swego życia. Mieszkanie nie znaczyło u niego nic w tym rodzaju, co u ludzi, którzy z niego sobie nie tylko ramy życia czynią, lecz atmosferę życiową i do niej się stosują, studyują, stwarzają nastroje i nawzajem na siebie im pozwalają oddziaływać. Celem mieszkania Wawrzyniaka była sposobność do pokrzepienia sił i do pracy. W Mogilnie zastał typową, małą, ciasną, niewygodną plebanię i zmienił ją do tyla tylko, że dobudował werandę wielką i część gospodarczą. W paru pokoikach, jakie zamieszkiwał, nie było żadnego przedmiotu upodobania lub umiłowania, nie miał żadnego obrazu, będącego dziełem artysty, nie posiadał dosłownie ani jednego przedmiotu sztuki. Było wszystko odpowiadające celowi ogólnemu życia mieszkańca: stół wielki na środku pracowni, dla niego i współpracowników, książki na półkach, drugi stół w jadalnym pokoju do spożywania posiłku, w sypialni łóżko, na werandzie szezląg, wszędzie potrzebna ilość krzeseł. Istniały też wszystkie inne przedmioty: szafy, obrazy, serwisy, był nawet salonik, ale to wszystko nie wchodziło w rachubę, nie mówiło się o tem, nie zastanawiało w pożyciu. Patrząc na przebywanie Wawrzyniaka w własnym domu, ani na myśl nie przyszło, żeby mogli istnieć ludzie, którzy się do pewnych przedmiotów przyzwyczajają, i dla których one są czemś ważnem w życiu, od których są zależni, nad któremi się zastanawiają, o nich mówią, w nich się rozkoszują… „

Powtórzono za ks. Kazimierzem Zimmermannem

 

Ks. Patron Wawrzyniak

 

   

w górę

 

 DZIECIŃSTWO

 

Wczesnogotycki kościół św. Wojciecha w Dalewie z pocz. XIV w., przebudowany po pożarze w XVII w. W barokowym ołtarzu głównym sprzed 1610 r. wisi obraz Adoracji Matki Boskiej z Dzieciątkiem przez św. Stanisława i św. Wojciecha z 1687 r. Na zewnętrznej ścianie umieszczono w 1981 r. tablicę upamiętniającą ks. P. Wawrzyniaka (proj. Eugeniusza Olechowskiego).

Dom rodzinny ks. P. Wawrzyniaka w Wyrzece

Tablica umieszczona na  szczytowej ścianie domu rodzinnego

 

Zobacz tablicę

Tablica upamiętniająca ks. P. Wawrzyniaka na murze kościoła w Dalewie

Wnętrze kościoła w Dalewie

Chrzcielnica przy której otrzymał chrzest ks. P. Wawrzyniak

Grób Franciszka i Cecylii Wawrzyniaków na cmentarzu w Dalewie

(napis na tablicy dla czytelności poprawiony)

Ustalenie genezy rodu Wawrzyniaków - jak zresztą w przypadku każdej chłopskiej rodziny sprzed stu i więcej lat - nie należy do łatwych zadań. Podjął się tego trudu skrupulatny biograf prałata z Mogilna, Rus Kusztelan. Nazwisko rodziny pochodzi od imienia Wawrzyna Ratajczyka, który w 1715 roku z magistratem kościańskim zawarł umowę o przejęciu w Sierakowie na własność opustoszałej zagrody (wraz z ogrodem) po  zmarłym w czasie zarazy dotychczasowym użytkowniku. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem wiejskim, jego syn przejął nazwisko od imienia ojca, dając początek nowej rodzinie. W miarę upływu czasu gospodarstwo coraz bardziej się rozwijało i jak na wiejskie warunki Wawrzyniakowie osiągnęli dość znaczny stopień zamożności. Troska o dobra doczesne nie przesłoniła jednak poczucia tożsamości narodowej. W 1848 roku głowa rodziny, Marcin Wawrzyniak „...zebrawszy najmniejszych gospodarzy z okolicy, stanął na ich czele na czarnym koniu, w siwej czapce baraniej, puścił się do Kościana, bił się z czarnymi huzarami, a wtargnąwszy do landratury, zrzucił z urzędu landrata". Przywiązanie do ziemi ojczystej cechowało zresztą wszystkich Wawrzyniaków. Jeden z czterech synów Marcina Wawrzyniaka, Franciszek, ożenił się z Cecylią Łapińską (28 stycznia 1844 r.) i przejął część odziedziczonego przez nią gospodarstwa w Wyrzece k. Śremu (około 91 mórg). Materialnie wiodło się małżonkom, natomiast największym ich zmartwieniem był brak potomstwa; kolejnych troje dzieci bardzo wcześnie zmarło. Gdy czwarte „było w drodze", matka jeszcze przed rozwiązaniem ślubowała w Górce Duchownej, że gdyby urodził się syn i udało się go odchować, zostanie poświęcony stanowi kapłańskiemu. 30 stycznia 1849 roku przyszedł na świat Piotr Wawrzyniak - chłopiec, o którym jeszcze przed urodzeniem wiadomo było, że zostanie księdzem. Był to zwyczaj dość często wówczas praktykowany; w tym konkretnym przypadku przeczy to spotykanym niekiedy opiniom, jakoby decyzję o nałożeniu sutanny Piotr podjął dopiero w czasie nauki w gimnazjum. Jego chrzestnym ojcem był dziadek, Marcin (powstaniec z 1848 roku). Otwarcie drogi do kariery duchownego wiodło w tym czasie przez wykształcenie. Przypuszczalnie Piotr Wawrzyniak początkowo uczęszczał do wiejskiej szkółki elementarnej. Był to równocześnie okres, gdy w działającej w Śremie od 1852 roku szkole rektoralnej nasiliła się walka o zachowanie jej polskiego charakteru. Aby zwiększyć liczbę uczniów - Polaków, poszukiwano w terenie zdolniejszych chłopców, którzy podjęliby naukę w śremskim gimnazjum. Swoją edukację tam rozpoczął Piotr w 1858 roku. Wkrótce jednak okazało się, że chłopiec jeszcze zbyt mało umie; dlatego na okres sześciu miesięcy powrócił do domu. Poduczył się umiejętności czytania i pisania, zdobył nieco elementarnej wiedzy, a po upływie pół roku wrócił do szkoły, do swej klasy.

 

LATA MŁODZIEŃCZE

W okresie nauki szkolnej przeżył tylko jeden poważny kryzys. W 1863 roku porzucił gimnazjum i przez jakiś czas bezskutecznie błąkał się po lasach, by dołączyć do oddziału powstańczego. Gdy wymizerowany wrócił do domu, początkowo nie miał zamiaru kontynuować nauki. Kiedy jednak ojciec zaangażował go do ciężkiej pracy w gospodarstwie, wkrótce ponownie zasiadł w szkolnej ławie. Jeden z kolegów tak go wówczas opisał: „...chłopiec o wysokiej postawie, pod każdym względem wyróżniający się wśród otoczenia, choć młodziutki, wzrostem przewyższający wszystkich. Ubrany w cholewy i sukmanę, nosił długie, jak len białe włosy, oczy miał czarne, bystre, wesoło patrzące, policzki okraszone żywym rumieńcem". Przezywano go Piastem. W domu był typowym urwisem, zachowującym się w sposób naturalny dla chłopców w jego wieku. Lubił narzucać swą wolę i komenderować, co wtedy nieraz odczuły na sobie młodsze siostry przyszłego prałata. Jak wspomniano, nie garnął się do pracy na roli, natomiast lubił dużo czytać. Z myślą o swym przyszłym stanie kapłańskim był do tego stopnia oswojony, że już jako młody chłopiec często wczuwał się w tę rolę, co nawet było widoczne w trakcie zabaw z rówieśnikami. Z czasem zaczął sobie cenić rozważania w samotności. Pociągały go nauki przyrodnicze, kolekcjonował motyle i okazy kamieni, najbardziej jednak lubił matematykę. Często zaglądał do Turwi, gdzie słuchał opowiadań weterana z 1831 roku, Tomasza Sitkowskiego; dziadek Marcin w Sierakowie przekazywał mu swoje wrażenia z Wiosny Ludów. W ten sposób kształtowała się narodowa świadomość Piotra. Edukacja ta wkrótce znalazła swoje odbicie w społecznej pracy Piotra Wawrzyniaka w szkole - co więcej, była to już swego rodzaju działalność konspiracyjna. Około 1863 roku w gimnazjum śremskim założono towarzystwo „marianów", którego zadaniem było samokształcenie uczniów w nauce historii, literatury, języka ojczystego, a także oddziaływanie w tym duchu na młodszych kolegów. Na czele tego bractwa stał. prezes, który kierował poszczególnymi, 4 – 5 osobowymi kółkami i „filiami", zrzeszającymi kandydatów. Lekcje odbywały się dwa razy w tygodniu na stancjach, w lasach, podczas przechadzek. W pensjonacie p. Gładyszowej (na tzw. „Olimpie") odbywały się narady starszyzny. Potajemnie organizowano także obchody rocznic narodowych: 25 listopada - podpisanie drugiego rozbioru, 11 sierpnia  - unii lubelskiej, 29 listopada i 22 stycznia - wybuchy powstań. Najważniejsza była jednak zawsze kolejna rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Piotr Wawrzyniak wstąpił do „marianów" w 1865 roku. W rok później stał już na czele organizacji, po raz pierwszy wtedy na większą skalę próbując swych sił i umiejętności kierowniczych. Za czasów jego rządów bractwo to nie uległo dekonspiracji, a potajemny kontakt z długoletnim prezesem utrzymywało jeszcze przez wiele lat. Naturalna u dorastającej młodzieży tendencja do tajemniczości, konspiracji, znalazła swe ujście patriotyczne. W szkole Wawrzyniak nie był uczniem celującym, choć nie miał żadnych trudności z przejściem z jednej klasy do drugiej. Prymusem został dopiero w ostatniej klasie, równocześnie ugruntowując posiadaną już opinię doskonałego matematyka. Talent ten odegrał decydującą rolę w późniejszej pracy organizacyjnej. 5 października 1867 roku otrzymał świadectwo dojrzałości, a już w dwa dni później wstąpił do seminarium duchownego w Poznaniu. W ten sposób wszedł na drogę życiową, wyznaczoną mu przez rodziców, do której przygotowywał się i którą w naturalny sposób akceptował.

 

SEMINARIUM

Obydwa polskie seminaria, w Poznaniu i w Gnieźnie, były w tym czasie ważnymi ośrodkami narodowego wychowania przyszłych księży. Rząd pruski, troszcząc się o ich wysoki poziom, liczył na zapewnienie sobie w ten sposób lojalności ze strony duchowieństwa — tymczasem ostateczny wynik był akurat odwrotny. Piotr Wawrzyniak początkiem swych studiów teologicznych trafił na ostatni względnie spokojny okres przed  rozpoczęciem przez Bismarcka tzw. „Kulturkampfu". Od początku należał do najlepszych słuchaczy; po trzech latach nauki, 7 marca 1869 roku uzyskał niższe święcenia, a w lipcu następnego roku - subdiakonat. Wkrótce wszedł w skład grupy duchownych, którzy zainteresowali osobiście arcybiskupa Mieczysława Ledóchowskiego. Wawrzyniak uzyskał od władz pruskich stypendium na studia teologiczne, które podjął w 1871 roku w Monasterze (Munster). W dalszym ciągu zajmował się naukami ścisłymi, choć w pracy badawczej nie unikał zagadnień humanistycznych (zajmował  się m.in. dziejami Kościoła w Polsce). Zmiana sytuacji w zaborze pruskim, zamknięcie seminariów duchownych, początek walki rządu z Kościołem i pogorszenie sytuacji rodzinnej, zmusiły Wawrzyniaka do przerwania studiów już po trzech semestrach i do powrotu w rodzinne strony. 11 sierpnia 1872 roku wyświęcony na kapłana przez ks. biskupa J. Cybichowskiego, w Dalewie w kościele pw. św. Wojciecha odprawił mszę prymicyjną (tutaj był ochrzczony), a następnie osiadł w Śremie jako wikariusz i mansjonarz (czyli ksiądz pozostający na mansji: otrzymujący mieszkanie i utrzymanie, pobierający pensję, lecz wolny od obowiązków poza odprawianiem mszy i modłów kapłańskich).

Przygotowano informacje jw. na podstawie pozycji:

"Piotr Wawrzyniak", Marek Rezler - K A W. Poznań 1985

"Ks. Piotr Wawrzyniak (1849 - 1910)", Czesław Łuczak. Poznań 2000.

Polecamy wszystkim zainteresowanym

 

   

w górę

 

 W ŚREMIE (1872 - 1898).

11 sierpień 1872  

- odprawia mszę prymicyjną w Dalewie, następnie osiada w Śremie jako wikariusz i mansjonarz (Śrem liczy około 6000 mieszkańców).

 

1873

- aktywizuje działalność Towarzystwa Przemysłowego, którego zostaje prezesem,

- prowadzi: akcje odczytowe, szkolenia, wykłady popularnonaukowe.

 

luty 1874

- aresztowany przez władze pruskie, osadzony w więzieniu, w Ostrowie Wielkopolskim.

 

1876

- otwarcie Czytelni Ludowej pomaga ks. Piotrowi w rozszerzeniu czytelnictwa polskich książek i w walce o czystość języka polskiego.

 

styczeń 1876

- zostaje dyrektorem Zarządu Banku Ludowego, gdzie zaczynał pracę jako wiceprezes Rady Nadzorczej i kasjer. Po trzech latach jego pracy bank 2,5 krotnie zwiększył oszczędności i depozyty.

 

1877

- doprowadza do podjęcia badań statystycznych nad strukturą rzemiosła według zawodu i narodowości,

- organizuje Stowarzyszenie Czeladzi Katolickiej.

 

16 - 23 grudnia 1877

- organizuje wystawę rzemieślniczą pokazującą dorobek 30 wystawców. Zostaje ona powtórzona w latach 1879 i 1891.

 

4 luty 1877

- zostaje kierownikiem i nauczycielem w jednej osobie w nowo otwartej wieczorowej szkole dla rzemieślników.

 

1877

- Rada Towarzystw Przemysłowych powierza mu funkcję swego patrona.

 

marzec 1877

- na żądanie władz kościelnych składa rezygnację z powyższej funkcji.

 

1877

- Kontynuuje swą pracę w Towarzystwie - Młodych Przemysłowców w Poznaniu, przyczyniając się do powołania nowego pisma „Tygodnika Przemysłowego”.

 

maj 1878

- staje na czele niespełna trzy lata temu reaktywowanego śremskiego Kółka Rolniczego, kierując nim przez 20 lat,

- tworzy spółki handlowe,

- dostrzega zależność między rolnictwem a rzemiosłem,

- propaguje w ramach Kółek ubezpieczenia od ognia i gradu,

- dąży by kółko włościańskie stało się szkołą obywatelską.

 

8 sierpnia 1880

- zakłada Towarzystwo Śpiewu Kościelnego, które w roku 1890 zostaje przekształcone w Koło Śpiewu Kościelnego.

 

1885

- na sejmiku, w Chełmie przedstawia propozycję powołania do życia Banku Związku Spółek Zarobkowych.

 

3 maj 1891

- organizuje uroczyste obchody Konstytucji 3 Maja.

 

1891

- rozpoczyna organizować regularne kursy spółdzielcze.

 

luty 1893

- choć nie udziela się bezpośrednio w działalność założonego gniazda „Sokoła” zastaje jego honorowym członkiem.

 

1893

- jako prezes „Towarzystwa ku upiększaniu miasta” buduje tzw. „wikaryjkę” i inicjuje założenie stumorgowego parku miejskiego.

 

marzec 1895

- staraniem księdza ruszyła w Śremie „Szkoła Gospodarstwa Kobiecego i Pracy Domowej dla dziewcząt Polskich”.

 

14 - 15 lipca 1895

- powstaje Związek Towarzystw Przemysłowych z siedzibą w Poznaniu. Ksiądz Piotr obejmuje funkcję prezesa Towarzystwa w Śremie i pełni ją nieprzerwanie przez 25 lat.

 

1895

- zostaje utworzona komisja zjednoczonych towarzystw skupiająca wszystkie działające organizacje pod nazwą Banku Związku Spółek Zarobkowych.

 

1896

- otrzymuje nominację na szambelana papieskiego.

 

1897

- zostaje prałatem.

 

1894 – 1898

- tzw. epizod berliński, okres działalności politycznej ks. Prałata,

- zostaje posłem do parlamentu pruskiego z powiatów śremskiego, średzkiego i wrzesińskiego.

 

1896

- zakłada  w Berlinie polską spółkę oszczędnościowo - pożyczkową „Skarbonę” i pismo pod tytułem „Dziennik Berliński”.

 

1896

- przebywa w Stanach Zjednoczonych.

 

23 maj 1899

- ustępuje ze stanowiska prezesa Towarzystwa przemysłowego w Śremie (pozostał prezesem honorowym).

 

1899

- w ramach integracji polskiego społeczeństwa organizuje wyjazd do Krakowa z wieńcem z kłosów na uroczystość sprowadzenia zwłok Adama Mickiewicza do Krakowa

 

   

w górę

 

W MOGILNIE (1898 - 1910)

30 kwietnia 1898,  przyjeżdża do Mogilna.

Dekretem ks. Arcybiskupa Stablewskiego, dnia 26 maja 1898 roku otrzymał Ks. Piotr Wawrzyniak, Szambelan Mansjonarz z Śremu komendę na beneficjum w Mogilnie. 9 września 1898 udzielono mu kanoniczną instytucję na mogileńskie beneficjum. W skład nowej prebendy wchodziły trzy kościoły:  pw. św. Jakuba (Fara), św. Jana Apostoła (były klasztor pobenedyktyński) i św. Klemensa (na cmentarzu mogileńskim).

12 lat działalności , które wprowadziły ogromne zmiany w Mogilnie.

Przybył do Mogilna ze Śremu, już jako postać znana z działalności społecznej i narodowej albowiem aktywność społeczna Ks. Wawrzyniaka wykraczała poza granice Wielkopolski. Za jego administrowania parafia św. Jakuba przeżywała okres rozkwitu, do którego w ogromnej mierze przyczynił się także Ks. Mieczysław Brodowski (kapłan bardzo sumienny i pracowity), który jako wikariusz był współpracownikiem Wawrzyniaka i

Zdjęcie z Orędownika na Powiat Mogileński. Wydanie specjalne z okazji 90 rocznicy śmierci Ks. Piotra. IX.2000 r.

często go zastępował w obowiązkach duszpasterskich. O zasługach ks. Wawrzyniaka dla społeczeństwa polskiego wiele już napisano i powiedziano. Wszyscy uznają, że był on mężem, jakiego społeczeństwo w czasach najsilniejszego naporu niemieckiego potrzebowało, że był prawdziwym jego wodzem i nauczycielem. Posłannictwem jego było jak to zaznaczył mówca żałobny w  dniu pogrzebu „ …aby jako Król Czynu szedł przed narodem na okazanie drogi”. Jaką rolę odegrał ks. Wawrzyniak w życiu społeczeństwa naszego, trafnie ocenili ci, którzy nienawistnym okiem patrzyli na rozwój i zwartość polskości w zaborze pruskim. Oto, co pisał krótko po śmierci ks. Wawrzyniaka organ spółdzielni niemieckich: „Z jego śmiercią ubył społeczeństwu polskiemu mąż, którego nazwisko na zawsze będzie związane z historią odrodzenia narodu polskiego. Duch jego nie tylko w dziedzinie ruchu spółdzielczego pozostawił po sobie ślady niezatarte, lecz także we wszelkich organizacjach polskich. Należy się, abyśmy wielkość tego męża i wielkość jego dzieł uznali. " Inne pismo niemieckie Posener Tageblatt, wręcz wrogo usposobione dla społeczeństwa polskiego a jeszcze więcej dla ks. Wawrzyniaka taki we wspomnieniu pośmiertnym o nim wydaje sąd: „Zakładając spółdzielnie stał się równocześnie wychowawcą narodu. Organizacje spółdzielcze i punktualność w prowadzeniu przedsiębiorstw, oznaczały wyzwolenie włościan z rąk lichwiarzy." W dalszym ciągu pismo wspomniane przedstawia ks. Wawrzyniaka jako najniebezpieczniejszego wroga niemczyzny. Jest to chyba najzaszczytniejsze świadectwo dla prawdziwie narodowej pracy ks. Wawrzyniaka. Niebezpieczeństwo to widział autor odnośnego artykułu w zorganizowaniu średniego stanu polskiego, w podniesieniu wydajności jego pracy, oszczędności, skromności i w wychowaniu dzielnych obywateli, rozumiejących zadania i obowiązki społeczne. Tę działalność ks. Wawrzyniaka pismo niemieckie uważało za najwięcej szkodliwą dla niemczyzny. I słusznie. Wszak ks. Wawrzyniak w ogromnej mierze przyczynił się do podniesienia w społeczeństwie naszym ducha narodowego przez obudzenie w nim samowiedzy narodowej i zaufania we własne siły. Cała jego praca społeczna rozwijała się w tym kierunku, aby lud nauczyć rozumnie i produktywnie gospodarzyć i współzawodniczyć z Niemcami, aby z życia naszego gospodarczego wykorzenić to, co Niemcy złośliwie nazywali „Polnische Wirtschaft" - polska gospodarka. Nie zamierzam w tym miejscu pisać o szerokiej działalności i zasługach ks. Wawrzyniaka jako społecznika, jako działacza na obszernym polu pracy społecznej, raczej pragnę Szanownym Czytelnikom (internautom) przypomnieć działalność jego na terenie tutejszej parafii pw. św. Jakuba, św. Jana, św. Klemensa, działalności świadczącej o szerokim i praktycznym umyśle jak i o silnej woli czynu. Zanim przystąpię do omówienia ogromu prac w Mogilnie, niech mi wolno będzie sięgnąć nieco w przeszłość parafii. Niewielu już z nas, zna czasy tzw. pruskiego kulturkampfu tj. walki rządu pruskiego z Kościołem Katolickim, srożącej się szczególnie na ziemiach polskich. Czasy te zapisały się dla Mogilna nader smutnie. Z powodu odstępstwa ówczesnego proboszcza w roku 1875 parafia tutejsza wystawiona była na różne udręki, jak osierocenie (brak proboszcza) do końca walki kulturnej tj. do r. 1886. Bismark, który walkę tę rozpoczął, mimo zarzekania się, że do Kanosy nie pójdzie tzn. że się nie cofnie w walce przeciw Kościołowi, widział się zniewolonym i broń złożł. W następstwie tego między Stolicą Apostolską a rządem pruskim zawarta została ugoda. Aczkolwiek Kościół z walki wyszedł zwycięsko, to jednak przyniosła mu ona pewne szkody. Przy zawarciu wspomnianej ugody musiał Kościół poczynić różne ustępstwa; pomiędzy innymi musiał się zgodzić na tzw. „Anzeigepflicht" - znaczy to, że biskupi mieli obowiązek przed obsadzeniem wakującego beneficjum podać rządowi nazwisko kandydata na odnośne probostwo, rząd zaś miał prawo odrzucić niemiłe sobie osobistości. Przy objęciu probostwa mogileńskiego w r. 1 886 przez ks. Antoniego Ćwiklińskiego rząd zdaje się nie miał żadnych zastrzeżeń. Inaczej rzecz się miała po śmierci ks. Ćwiklińskiego w r. 1898. Ks. Arcybiskup Stablewski umyślił powierzyć opróżnione probostwo ks. Wawrzyniakowi, który od r. 1872

Arcybiskup Stablewski

(1892 - 1906

 tj. przez 26 lat - przez pewien czas równocześnie z ks. Stablewskim był mansjonarzem w Śremie, gdzie    rozwinął szeroką działalność społeczną i narodową. Z powodu tej właśnie działalności nie był w kręgach rządu dobrze zapisany i stąd nasuwała się wątpliwość, czy przejdzie tak zwaną notyfikacją tzn. czy rząd pruski zgodzi się na objęcie probostwa mogileńskiego przez ks. Wawrzyniaka. Ponieważ nie było widoków, że uda się przeprowadzić sprawę drogą urzędową, jak to zwykle praktykowano, użył ks. Arcybiskup Stablewski pewnego fortelu. Z racji jakiegoś przyjęcia w pałacu arcybiskupim, na którym był obecny Naczelny Prezes Rejencji, ukartował ks. Arcybiskup Stablewski z szambelanem Cegielskim osobną rozmowę, w trójkę z Naczelnym Prezesem, w trakcie tej rozmowy poruszono sprawę wakującego probostwa w Mogilnie. Ks. Arcybiskup napomknął, że chciałby je powierzyć ks. Wawrzyniakowi ze Śremu i wyraził nadzieję, że Pan Naczelny Prezes nie będzie temu przeciwny i udzieli swego placet. Czy to z uprzejmości dla dostojnego gospodarza, ks. Arcybiskupa, czy też może dla tego, aby ks. Wawrzyniaka ze Śremu wydostać, Naczelny Prezes na propozycję ks. Arcybiskupa wyraził swą zgodę. Wówczas aby sprawę od razu przygwoździć polecił ks. Arcybiskup Szambelanowi Cegielskiemu, powiadomić ks. Wawrzyniaka jako przyjaciela, że Pan Naczelny Prezes był łaskaw zgodzić się na objęcie przez tegoż probostwa w Mogilnie. Ks. Wawrzyniak otrzymawszy o powyższym wiadomość w pierwszej chwili zawahał się, czy ofiarowane sobie probostwo przyjąć, obawiając się, że jako proboszcz mniej będzie miał swobody w pracy społecznej niż dotąd jako mansjonarz w Śremie i dopiero w skutek perswazji i usilnej namowy posła ks. prałata Dr. Jażdżewskiego ze Środy zdecydował się probostwo mogileńskie objąć Już około 26 kwietnia 1898 tj. w 8 dni po pogrzebie śp. ks. Ćwiklińskiego nadeszła do Mogilna nieurzędowa wiadomość, że następcą śp. ks. Ćwiklińskiego mianowany został ks. Wawrzyniak. Wiadomość tę przyjęto z wielkim zadowoleniem i szczerą radością. Potwierdzeniem tej wiadomości był list ks. Wawrzyniaka datowany w Berlinie d. 28.04 1898 z doniesieniem o przybyciu do Mogilna w sobotę dnia 30 kwietnia, wieczorem o godz. 9, po uprzednim odbyciu ważnej sesji w Poznaniu, ale zarazem z wyrażeniem życzenia, aby nikt z parafian o przybyciu się nie dowiedział. Stanąwszy w oznaczonym dniu i godzinie w Mogilnie, przedstawił się następnego dnia tj. w niedzielę, parafii

Plebania ok. 1897 roku

odprawiając całe parafialne nabożeństwo. Aczkolwiek ks. Wawrzyniak znał już Mogilno, wizytował przecież jako Patron Spółdzielni kilkakrotnie tutejszy Bank Ludowy, to jednak wielce się rozczarował rozejrzawszy się dokładniej po cmentarzach i kościołach, zwłaszcza kościele farnym, przypominającym wewnątrz raczej ubogi kościółek na zapadłej wiosce niż kościół farny w mieście powiatowym. Podobnie nie zachwyciły go zbyt niskie jak na jego wyniosłą postać pokoje tutejszej plebanii. Tym wszystkim nie zraził się jednak, raczej od razu powziął myśl zabrania się do odnowienia kościołów, uporządkowania cmentarzy i przeprowadzenia koniecznych zmian na plebanii i w jej  otoczeniu. Pieniędzy gotowych na ten cel nie było, nie byłoby też łatwą rzeczą w krótkim czasie potrzebne fundusze zebrać. Aby jednak sprawy nie odwlekać i jak najprędzej co było konieczne wykonać, ofiarował się ks. Wawrzyniak w porozumieniu z Dozorem  kościelnym przyjść parafii z pomocą w ten sposób, że na początek materiały potrzebne i rzemieślników opłacać będzie z własnych zasobów gotówkowych, a pretensję swą do parafii pokrywać będzie tak jak to będzie możliwe z drobnych składek kościelnych i ofiar dobrowolnych. Że pretensja ta była poważna, świadczy fakt, że przy śmierci ks. Wawrzyniaka jeszcze kilka tysięcy Mk (10 000 Mk) nie zostało pokrytych.

 

Cel 1.

Kościół farny około 1899 rok

Pierwszym, co nowy proboszcz uznał za najbardziej konieczne, było ogrodzenie cmentarza przy

 kościele farnym. Starsi parafianie pamiętają niewątpliwie jak wyglądało dawne ogrodzenie, o ile o ogrodzeniu można mówić. Sterczało tu i ówdzie kilka kołków i resztki sztachet, wśród których krzewił się tak zwany pospolicie „nygus". Przejście obok cmentarza wzdłuż ulicy w porze wiosennej i przy dłuższych deszczach nie było zachęcające. Aby nie ugrząźć w błocie trzeba było zręcznie podchodzić na zbocze wyżej położonego cmentarza, bacząc, aby się nie poślizgnąć i nie wpaść w błoto, które się chciało ominąć. Ks. Wawrzyniak od pierwszej chwili zdecydował się postawić mur z cegły, odgradzający cmentarz od ulicy i od strony plebanii, z wejściem od ulicy naprzeciw absydy kościoła, po zamknięciu dawniejszego dojścia obok dzwonnicy od strony miasta. Nie trzeba dodawać, że kościół przez takie ogrodzenie zyskał poważny i piękny wygląd. Mur okalający cmentarz, stoi do dnia dzisiejszego, wyremontowany po 1994 roku przez ks. Z. Lewandowskiego.

 

Cel 2.

Następnie nowe oparkanienie ogrodu proboszczowskiego płotem z grubej siatki drucianej i piękne urządzenie ogrodów – wszystko to prawie równocześnie i w krótkim czasie przeprowadzone nie mogło pozostać bez wpływu na władze miejskie, które nie tylko miały uznanie dla tego, co ks. Wawrzyniak dokonał, ale zrozumiały, że trzeba i dla miasta, dla jego kulturalnego podniesienia coś zrobić. Mam wrażenie, że późniejsze urządzenie wodociągów w mieście, oświetlenia gazowego, położenie chodników przeprowadzono w pewnej mierze z inicjatywy ks. Wawrzyniak. Należy zaznaczyć, że zanim miasto pomyślało o wodociągach, ks. Wawrzyniak od pierwszej chwili pobytu w Mogilnie przeprowadził urządzenie wodociągowe z filtrami tak na plebanii jak i w zabudowaniach poklasztornych.

 

Cel 3.

Po ogrodzeniu cmentarza farnego i posadzeniu drzew na nim i krzewów przyszła kolej na kościół, dopraszający się gwałtownie nowej szaty.

Przystąpiono najpierw do przełożenia całego dachu zaciekającego we wielu miejscach; następnie ponaprawiano, oczyszczono i ofugowano mury zewnętrzne. Po poprawieniu dachu mogły się rozpocząć prace wewnątrz kościoła. Prace malarskie i inne zajęły kilka miesięcy czasu. Kościół otrzymał wówczas nowe okna, i nową posadzkę z flisów zamiast dawnej podłogi z drewna, poważnie uszkodzonej. Pułap, podbity w dość prymitywny sposób deskami, został podbity trzciną, otynkowany i ozdobiony sztukaterią. Organy nie do użycia, zostały zastąpione nowymi, również chór został przebudowany na nowy, miejsce starych ławek, niewygodnych, zajęły liczniejsze ławki nowe; również w miejsce starej balustrady dla komunikujących przyszła nowa, z drzewa dębowego. Ponieważ w kościele był nadmiar ołtarzy - było ich sześć, zostały trzy, więcej zniszczone, usunięto, przez co, kościół niewielki zyskał więcej miejsca. Zakrystia, bardzo uboga w paramenty otrzymała nowe ornaty i potrzebną bieliznę kościelną. Podobnie jak dla kościoła klasztornego tak i dla fary zakupiono nowe dywany w miejsce starych, zużytych. Tym sposobem wygląd kościoła zmienił się nie do poznania.

 

Cel 4.

Kościół poklasztorny na kilka lat przed objęciem parafii przez ks. Wawrzyniaka odrestaurowany, nie potrzebował odnowienia; jedynie okazało się że są konieczne nowe organy i te staraniem ks. Wawrzyniaka zostały zbudowane z zachowaniem jedynie starego i dość pięknego prospektu.

 

Cel 5.

Ponieważ ani w jednym ani w drugim kościele nie było ołtarza, poświęconego czci Najświętszego Serca Pana Jezusa, zdecydował się ks. Wawrzyniak urządzić w kościele klasztornym kaplicę na cześć tegoż Serca Najświętszego, w tym celu przyłączył przez przebicie ściany należącą poprzednio do mieszkania ks. wikarego ubikację i zamienił po pięknym ozdobieniu ścian i sklepienia na kapliczkę ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Dalszą miłą dla parafian niespodzianką było urządzenie Grobu Pańskiego w podziemiach kościoła klasztornego. Grób ten poprzednio nie bardzo szczęśliwe miał pomieszczenie w przybudówce kościoła, będącej przedłużeniem lewej nawy bocznej. Ks. Wawrzyniak wpadł na szczęśliwą myśl, aby z wspomnianej przybudówki po przebiciu ściany przeprowadzić schody do niedostępnej wówczas starej krypty, znajdującej się pod prezbiterium i urządzić tamże Grób Pański, potrzebny na ostatnie dni Wielkiego Tygodnia. Urzeczywistnienie tego pomysłu i stworzenie bardzo oryginalnego Grobu znalazło ogólne uznanie i ks. Wawrzyniak trwałą i piękną przez to po sobie zostawił pamiątkę. Przed kościołem klasztornym był do roku 1899 od strony miasta między szosą a murem okalającym ogród przy kościele głęboki parów, resztki dawnej fosy obronnej. Aby zyskać miejsce potrzebne do zajeżdżania, a równocześnie rozszerzyć zbyt wąską drogę wiodącą od szosy do bramy wjazdowej, bardzo niedogodną przy większych procesjach - kazał ks. Wawrzyniak parów zawieźć ziemią i zrównać z drogą.  Potrzebne były na to setki wozów ziemi. Wielkość zadania nie przeraziła jednak ks. Wawrzyniaka.

 

Cel 6.

Do czasu objęcia probostwa przez ks. Wawrzyniaka prowadziła szosa od strony klasztoru aż do Rynku wzgl. ul. Bankowej. Można sobie wyobrazić, jakie kłęby pyłu i kurzu przy dość ożywionej komunikacji unosiły się w tej części miasta w porze letnich upałów i suszy - ze szkodą dla zdrowia mieszkańców dawnej ulicy Klasztornej; również nie trudno sobie wyobrazić, jak wyglądały ogrody, pokryte pyłem szosowym. Dzięki interwencji ks. Wawrzyniaka już w r. 1899 usunięto tę anomalię i w miejsce szosy położono bruk. Również tylko dzięki zabiegom ks. Wawrzyniaka przeprowadzono w r. 1903 chodniki od ostatniego domu naprzeciw młyna aż do klasztoru wzgl. szpitala. Nie potrzebuję zaznaczać, że w porze deszczów droga do kościoła klasztornego była podobnie jak przed tym przy kościele farnym trudną do przebycia, stąd odstraszającą niejednego do udziału w niedzielnych nabożeństwach.

 

Cel 7.

Jedną z bolączek parafii, od chwili gdy powstawać zaczęły nowe organizacje katolickie był brak salki, w której by stowarzyszenia

2008 r. Salka "Prałacka"

katolickie mogły odbywać swe zebrania. Członkowie Towarzystwa Robotników Katolickich i Towarzystwa Czeladzi Katolickiej zbierali się w ubikacjach klasztornych, przeznaczonych na mieszkania dla księży, podówczas oddanych na mieszkanie Siostrom Służebniczkom. Z powodu ciasnoty pokoików Towarzystwo Robotników przenieść się musiało w r. 1898 do dawniejszej biblioteki klasztornej - salki  klasztornej. Ale i ta okazała się wnet za mała. Ks. Wawrzyniak, jako społecznik, od pierwszej chwili odczuł potrzebę salki, służącej wyłącznie celom stowarzyszeń. Wnet też znalazł sposób zaradzenia tej palącej potrzebie. W miejscu dzisiejszej salki parafialnej stała od dawna licha stodółka, należąca do probostwa. Stodółkę tę, niepotrzebną, polecił ks. Wawrzyniak niezwłocznie przerobić na salkę zebrań. Dnia 2 października 1898, a więc w 3 miesiące po objęciu parafii, nastąpiło poświęcenie kompletnie urządzonej salki w obecności Patrona Kółek Włościańskich śp. Maksymiliana Jackowskiego. Salka ta, zwana salką prałacką, niewielka i niepozorna, poważną w swoim czasie odegrała rolę. Nie tylko bowiem służyła do regularnych zebrań bractw kościelnych stowarzyszeń katolickich jak Towarzystwo Robotników Katolickich, Matek Chrześcijańskich, Czeladzi Katolickiej, Terminatorów Katolickich, Kółka Śpiewu Kościelnego, lecz w czasach późniejszych, gdy nie było w mieście polskiej sali, a Niemcy, właściciele sal, pod presją władz państwowych odmawiali polakom sal swoich, dawała - choć w skromnych rozmiarach możność gromadzenia się i naradzania w różnych sprawach społecznych a nawet politycznych. Tam odbywały się walne zgromadzenia Kółek Rolniczych, Banku Ludowego, Rolnika, Komitetów Wyborczych, jak również i wiece wyborcze - jednym słowem przez urządzenie salki ks. Wawrzyniak walnie przysłużył się sprawie społecznej i narodowej.

 

Cel 8.

Równocześnie z przeprowadzeniem remontu kościołów i tylu innych prac pożytecznych i koniecznych, zabrał się ks. Wawrzyniak do uporządkowania cmentarza grzebalnego, który przedstawiał się zbyt biednie jak na cmentarz parafii miejskiej. Cmentarz ten nie leżał jak obecnie tuż przy drodze lecz w pewnym oddaleniu od drogi. Drogą polną dochodziło się do bramy cmentarnej, stojącej samotnie, gdyż cmentarz nie posiadał żadnego ogrodzenia; granice cmentarza stanowił nieznaczny rów, nie dający żadnej ochrony przeciw nieproszonym rogatym i nierogatym gościom. - Sam cmentarz był przepełniony; z  braku miejsca grzebano nieboszczyków bez ładu i porządku; bywało, że trumny w krótkim odstępie czasu składano w tym samym grobie jedne na drugich. Pierwszą przeto myślą ks. Wawrzyniaka było cmentarz rozszerzyć, a po tym odpowiednio urządzić. Ziemia potrzebna - 5 mórg została w r. 1899 zakupiona - od strony Stawisk i przy drodze prowadzącej dziś wzdłuż cmentarza. Tak rozszerzony cmentarz otrzymał od strony drogi piękne ogrodzenie i bramę, umocnioną murowanymi filarami, i równocześnie nowy dom dla grabarza z garażem dla karawanu. Ponieważ ks. Wawrzyniak pragnął wykorzystać piękne położenie cmentarza, polecił ogrodnikowi - inżynierowi p. Wilkońskiemu z Grodziska koło Pleszewa wykonać plany na urządzenie całego cmentarza na sposób parku. - Niezwłocznie po przygotowaniu planu przystąpiono do przeprowadzenia zaprojektowanych dróg i ganków, tak na nowym jak i na starym cmentarzu, i do posadzenia szpalerów drzew i krzewów. Nie obyło się to bez płaczu i narzekania tych, których groby rodzinne na starym cmentarzu z konieczności poprzecinano drożynami. Aczkolwiek ks. Wawrzyniak odczuwał słuszny żal tych, którzy przeprowadzeniu potrzebnych ganków się sprzeciwiali, nie mógł inaczej postąpić, pragnąc cmentarz od razu doprowadzić do porządku i upiększyć. W niedługim czasie bo już w roku następnym (1900)  pokazało się piękno całego urządzenia i sprawiło, że i ci co poprzednio sarkali, przyznali ks. Wawrzyniakowi słuszność w przeprowadzeniu planu. Sam ks. Wawrzyniak, wrażliwy na piękno przyrody, zachwycał się cmentarzem, zwłaszcza gdy podrosły drzewa i krzewy, które posadził. To też nierzadko swoich gości, o ile pierwszy raz zjeżdżali do Mogilna, wprost ze stacji kolejowej prowadził na cmentarz, aby razem z nim zachwycali się jego pięknem położeniem i urządzeniem i raczyli się widokiem roztaczającym się w dal na całą okolicę, na jezioro i klasztor z kościołem jak i na miasto. Gdy mowa o cmentarzu wypada przypomnieć, iż procesje żałobne w dzień Wszystkich Świętych wprowadzone zostały dopiero przez ks. Wawrzyniaka w roku 1898. Poprzednio odbywały się one tylko w kościele.

Cel 9.

Po uporządkowaniu kościołów i cmentarzy, po reorganizacji prac kościelnych, pomyślał ks. Wawrzyniak i o odnowieniu duchowym parafii. W tym celu zaprosił w r. 1901 głośnego naonczas misjonarza, kaznodzieję O. Bernarda hr. Łubieńskiego, Redemptorystę dla odprawienia misji w Mogilnie.

Sługa Boży

O. Bernard hr. Łubieński

Redemptoryści CSsR  - Congregatio Sanctissimi Redemptoris, Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela. Zgromadzenie zakonne - katolickie założone przez świętego Alfonsa Liguorii w 1732 r. W 1787 r. pojawili się w Warszawie skąd w I dekadzie XIX wieku zostali wydaleni. Pierwsze placówki zakładał święty Klemens Dworzak (Hofbauer). Główny cel redemptorystów: posługa religijna wśród warstw najniższych, m.in. przez misje ludowe i rekolekcje.

O. Bernard zaproszenie przyjął i wraz z dwoma innymi Ojcami misje od 9 do 17 listopada 1901 roku odprawił. Porywające i do głębi duszy wstrząsające kazania świątobliwego O. Bernarda całą parafię poruszyły. Niezwykły ruch, jaki misja wywołała w mieście, zatrwożył Niemców, a szczególnie ówczesnego landrata Konzego. Wiadomo, że od czasu walki kulturnej zakonom nie było wolno w naszej dzielnicy przebywać i działać. Zaniepokojony owym ruchem polecił władzom policyjnym poczynić dochodzenia, jacy to księża głoszą nauki w kościele. Niebawem ks. Wawrzyniak otrzymał pismo urzędowe z policji z nakazem podania nazwisk misjonarzy, przebywających na plebanii, oraz miejsca ich pochodzenia. Ponieważ owego dnia z racji spowiedzi misyjnej liczniejsze było grono księży, niektórzy z dalszych stron, podano nazwiska wszystkich księży a wśród nich i Ojców; dwóch z nich pochodziło ze Śląska - więc podano Śląsk jako miejsce pochodzenia, a że O. Bernard przybył ze Starej Wsi - podano go jako P. Bernhard aus Altdorf. Być może, że przez grzeczność ówczesnego burmistrza, który do ks. Wawrzyniaka odnosił się dość przychylnie, załatwienie sprawy nieco się przeciągnęło, tak że w trakcie dalszych dochodzeń misja szczęśliwie się skończyła i p. landrat się uspokoił, że państwo pruskie z powodu misji czy też Ojców misjonarzy szkody nie poniosło. Oprócz misji druga jeszcze rzecz wydała się p. landratowi niebezpieczną i wykazała wrogie usposobienie jego względem ks. Wawrzyniaka. Przed niedawnym jeszcze czasem stała tuż przy zborze protestanckim od niepamiętnych czasów dość skromna figura Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej. Protestanci bardzo niechętnie statuę Matki Boskiej widzieli w tak bliskim sąsiedztwie zboru i życzyli sobie jej przeniesienia ale i katolików, raziła bliskość zboru przy figurze. Obcy, przybywający do Mogilna, wprowadzeni w błąd przez figurę, dobijali się nieraz bezskutecznie do zboru, sądząc że mają przed sobą kościół katolicki. Ks. Wawrzyniak uradził w r. 1906 wraz z Dozorem Kościelnym przeniesienie figury na inne, odpowiedniejsze miejsce. Wybrano miejsce przed apteką. Miała jednak stanąć tam figura okazalsza, piękniejsza. W tym sensie została sprawa omówiona z burmistrzem i tenże na przedłożony projekt wyraził swą zgodę, chcąc przez to i gminie ewangelickiej pójść na rękę, O zamiarze przeniesienia figury dowiedział się landrat. Obawiając się, że projektowana figura przed apteką zanadto rzucać się będzie w oczy, polecił burmistrzowi aby się sprzeciwił postawieniu okazalszej figury a jedynie zezwolił na przeniesienie figury tej, jaka stała przy zborze. Wobec takiego postawienia sprawy ks. Wawrzyniak odstąpił od zamiaru usunięcia figury od zboru ku zmartwieniu przede wszystkim pastora i protestantów. Podobnie odpłacił się ks. Wawrzyniak Niemcom - protestantom z okazji innej figury Matki Boskiej. Po rozparcelowaniu Padniewa między Niemców - protestantów, uznano, że nie jest na miejscu, aby figura Matki Boskiej stała w środku wsi protestanckiej i była jakoby niemym protestem przeciw intruzom. Zwrócili się tedy do ks. Wawrzyniaka prawdopodobnie nie bez porozumienia się z landratem z prośbą o przeniesienie figury do innej miejscowości. Także ze strony katolickiej wyrażano życzenie, aby figurę zabrać z otoczenia luterskiego, tym bardziej, że tuż w jej pobliżu zbudowano gospodę z salką do zabaw - Ks. Wawrzyniak przeniesieniu stanowczo się sprzeciwił i żadnymi argumentami nie dał się przekonać, że figurę należy przenieść. I dzięki tej stanowczości pozostała i doczekała się chwili, kiedy kilka rodzin niemieckich po zmartwychwstaniu Polski opuściło Padniewo, a na ich miejsce przyszli Polacy. - Kawałek ziemi, na którym stoi figura, już po śmierci ks. Wawrzyniaka został przewłaszczony na rzecz parafii.

Jaki w ogólności był stosunek władz niemieckich tu w Mogilnie do ks. Wawrzyniaka?

Władze miejskie na ogół dość przychylnie odnosiły się do ks. Wawrzyniaka. Szły mu zwykle na rękę. Natomiast nieprzychylnie usposobieni byli dwaj ostatni landraci. Landrat Konze nie tylko do duszpasterskich poczynań ks. Wawrzyniaka nieprzychylnie się odnosił, ale wręcz wrogo do działalności jego społecznej i spółdzielczej, która go szczególnie drażniła. 0 ile mógł, usiłował ją paraliżować. Tak np. otrzymał ks. Wawrzyniak ze strony niemieckiej poufną wiadomość z Berlina, że landrat Konze za pomocą denuncjacji na niego stara się podkopać kredyt, zresztą dość skromny, jaki Pruska Kasa Centralna dla spółdzielni przyznawała Polskiemu Związkowi Spółek, którego ks. Wawrzyniak był Patronem. Nie mniej wrogo odnosił się do ks. Wawrzyniaka i następca Konzego, landrat Ide, który swoim uczuciom dał szczególnie wyraz po śmierci ks. Wawrzyniaka; nie tylko sam nie wziął udziału w pogrzebie ale nawet czynił wymówki Niemcom niezależnym z tego powodu - że oddali ostatnią przysługę „wielkopolskiemu agitatorowi". Podobnie nieprzychylnie odnosiła się do ks. Wawrzyniaka i szkoła katolicka, która również w pogrzebie nie wzięła udziału - obecnie Szkoła Podstawowa nr 2. Niemieckie władze szkolne od samego początku tj. od chwili objęcia rządów parafii przez ks. Wawrzyniaka zajęły nieprzychylne wobec niego stanowisko odmawiając mu prawa inspekcji nad nauką religii w szkołach parafii, które to prawo poprzednik śp. ks. Ćwikliński do ostatniej chwili wykonywał. Samo nauczycielstwo niemieckie - a przynajmniej niektórzy z jego grona mieli urazę do ks. Wawrzyniaka że nie chciał się zgodzić na niemieckie kazania w kościele czyli że nie popierał ich w germanizowaniu społeczeństwa polskiego. Aby kazania te przeforsować próbowali dość naiwnego środka. W roku 1899 wysłali do ks. Arcybiskupa Stablewskiego petycję o kazania niemieckie, motywując wniosek swój tym, że w parafii jest około 600 Niemców - katolików, pozbawionych kazań w języku macierzystym. Ks. Wawrzyniak otrzymawszy pismo, odpowiedział ks. Arcybiskupowi, że, zanim, będzie mógł się oświadczyć, musi wpierw dokładnie sprawdzić liczbę Niemców - katolików przy okazji spisywania dusz w parafii. Okazało się, że w r. 1900 było Niemców - katolików włącznie małych dzieci 44, i z tych pewna liczba dobrze rozumiała język polski. Polaków - katolików liczyła wówczas parafia 5800. Dziwne przeto były pretensje niemieckie, których - rzecz jasna ks. Wawrzyniak uwzględnić nie mógł. Aczkolwiek Niemcy ks. Wawrzyniaka uważali za wroga i nazywali złośliwie wielkopolskim agitatorem, szowinistą, nigdy nie był oddawał Niemcom, co im się należało. Kierował się względem nich sprawiedliwością, ale też i od nich nie łaski lecz sprawiedliwości się domagał. - Kiedy w czasie strajku szkolnego w r. 1906 przedłożono mu gotową już do podpisania petycję, którą matki - Polki z powiatu wysłać zamierzały do cesarzowej Augusty, aby za jej wpływem otrzymać cofnięcie rozporządzenia o nauczaniu dzieci religii w języku niemieckim - ks. Wawrzyniak wysłanie petycji stanowczo odradził - najpierw, jako bezskutecznej ale głównie jako uwłaczającej godności matek - Polek, zaznaczając, że nie godzi się uniżać i żebrać łaski lecz należy żądać sprawiedliwości. Wspomniałem już, iż ks. Wawrzyniak wielce był rozczarowany tym, co zastał w Mogilnie, to jednak bynajmniej, nie zraziło go to do Mogilna. Włożywszy w nie tyle pracy i ofiary z siebie, szczerze do niego się przywiązał. Niejednokrotnie powtarzał te lub podobne słowa: „Po co jechać gdzieś daleko, kiedy tu tak pięknie i miło”. To też w lecie prawie nigdy nie wyjeżdżał na kurację – spędzając chwile wolne najchętniej w Mogilnie, rozkoszując się pięknym ogrodu swego widokiem na cmentarz lub przejażdżką po jeziorze. Odczuwało się nieraz, że po objazdach patronackich rad zjeżdżał do swej siedziby i cieszył się, gdy mógł kilka dni spędzić w Mogilnie. Kochał też swoją parafię. Gdy wracał w soboty do domu pilnie się zwykle dopytywał, co w parafii się dzieje, czy kto nie umarł, czy nie zaszło co ważnego; wszystko go interesowało. Miał też piękną zasadę, że o parafianach swych nigdy nie wyrażał się ujemnie, nawet o tych, którzy nie rozumiejąc jego dobrych intencji, krytykowali go i źle sądzili. Nie żalił się też nigdy na tych, którzy mu byli przeciwni i nieraz po gazetach niesłusznie szkalowali; - dla wszystkich był pełen szlachetnej wyrozumiałości. Przywiązawszy się do Mogilna i parafii wyraził też życzenie, że gdziekolwiek by miał umrzeć, chce spoczywać w Mogilnie wśród parafian swoich na cmentarzu, przez siebie tak ulubionym; wskazał też miejsce na grób, w którym pragnąłby spocząć. Mimo licznych zajęć związanych z urzędem Patrona Spółdzielni i koniecznych wyjazdów nie zaniedbywał obowiązków duszpasterskich – owszem dawał im zawsze pierwszeństwo przed innymi. Na niedziele i święta regularnie zjeżdżał do Mogilna, aby odprawić przypadające na niego nabożeństwo lub wygłosić kazanie. Bywało nieraz, że w dni przedświąteczne, wracając z dalekich i męczących objazdów, nie odetchnąwszy nawet, wprost ze stacji kolejowej, kazał się zawieść do kościoła klasztornego, aby spowiadać licznie zgromadzonych tam parafian. W czasie komunii św. wielkanocnej zwykle pozostawał w domu, pilnie wysiadując w konfesjonale. Aby wskutek częstych wyjazdów praca duszpasterska nie ponosiła uszczerbku, uprosił sobie u Władzy duchownej, na wakujące od czasu walki kulturalnej miejsce II współpracownika.

 

Cel 10.

Poza pracą ściśle kościelną prowadził ks. Wawrzyniak Towarzystwo Robotników Katolickich, którego był patronem i również Arcybractwo Matek

2008 r. Dom Bankowy - obecnie własność prywatna

 Chrześcijańskich. Zebrań miesięcznych tychże organizacji nigdy nie opuszczał. Poza wspomnianymi organizacjami zajmował się niemniej gorliwie Kółkiem Rolniczym, służąc jego członkom radą i pomocą. Często brał udział w posiedzeniach miejscowego Towarzystwa Przemysłowców, którego był członkiem, poruszając na nich różne sprawy aktualne i zagadnienia dotyczące miasta lub parafii i omawiając ze znajomością rzeczy rozmaite sprawy żywotne i bolączki nasze, czym ożywiał, zebrania często małe wśród członków budzące zainteresowanie. Interesując się żywo sprawami miasta i pragnąc stać na straży interesów polskich, założył stały Polski Komitet Miejski Wyborczy na którego czele sam stanął jako przewodniczący. Jednym z zadań Komitetu było wyznaczać odpowiednich kandydatów na radnych miejskich i przy wyborach skuteczną przeprowadzać agitację na rzecz postawionych kandydatów. Jako Patron Związku Spółdzielni nie mógł, nie zainteresować się tutejszym Bankiem Ludowym. Przeciwnie, uważając instytucję tę za ważny czynnik do materialnego podniesienia społeczeństwa i wzmocnienia jego bytu narodowego, otoczył ją osobliwszą swoją troską. Bank ten założony w r. 1873 w ciągu 25 lat istnienia tj. do chwili przybycia ks. Wawrzyniaka do Mogilna bardzo słabo się rozwijał; nie cieszył się bowiem zaufaniem społeczeństwa. To też ks. Wawrzyniak z całym zapałem zabrał się do reorganizacji Spółdzielni i sam stanął na jej czele jako Prezes Rady Nadzorczej. Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki od razu zaczęło w niej nowe pulsować życie, zaczęły przede wszystkim do Banku napływać oszczędności i to tak znacznie, że w pierwszym półroczu pobytu ks. Wawrzyniaka w Mogilnie wzrosły prawie o 50% tego, co złożono w nim przez 25 lat jego istnienia - z 75. 000 M podniosły się do 127000 M. Szybki rozwój Banku skłonił ks. Wawrzyniaka do pomyślenia o odpowiednim lokalu bankowym. Przeniesiono go najpierw do domu frontowego, który ze starym Bankiem Ludowym stanowił jedną nieruchomość, i którą nabyło na własność. Następnie w r. 1904 przeniesiono go do nowo zbudowanego, położonego nad jeziorem domu bankowego. Przy śmierci ks. Wawrzyniaka - w 1910 roku, Bank Ludowy był już poważną instytucją posiadającą znaczne fundusze własne, złożone w niej oszczędności doszły do poważnej sumy przeszło 2 500 000 M. O znaczeniu tak poważnej instytucji dla tutejszego społeczeństwa nie potrzeba się rozwodzić.

 

Oto w najprostszych rysach zobrazowana działalność ks. Wawrzyniaka w Mogilnie i na terenie powierzonej mu parafii, gdzie pracował do ostatniej chwili - w pracy był niestrudzony. Kiedy w ostatnim czasie z powodu niedomagania na zdrowiu doradzano mu, aby położył się do łóżka, sprzeciwił się stanowczo mówiąc: „nie mam czasu na chorowanie”.

Nie było dla Niego odpoczynku, aż śmierć położyła kres jego pracowitemu życiu 10 listopada 1910 roku w Poznaniu. Zmarł nagle na atak serca. W 2010 roku minie 100 lat od tej chwili bolesnej - a zdaje się nam, że to tak niedawno, jak żył i działał pośród nas. "Jeszcze dziś żywo mamy w pamięci, jakie poruszenie wywołała smutna wieść o śmierci ks. Wawrzyniaka wśród ojców i mężów parafii mogileńskiej - naszych pradziadów, zgromadzonych w kościele z racji odbywającej się wówczas misji, gdy O. Misjonarz (Stach) przemówienie swoje do ojców przed komunią św. generalną zakończył tymi słowami: A teraz ofiarujcie Komunię św. za waszego duszpasterza ks. Prałata Wawrzyniaka, który tej nocy zmarł nagle w Poznaniu. Jeden jęk bolesny wydarł się z kilkuset piersi męskich i poniósł się po kościele i w niejednym oku zabłysła łza szczerego żalu i smutku" - wspominał w 25 rocznicę śmierci ks. Piotra Wawrzyniaka jego przyjaciel i następca ks. Mieczysław Brodowski.

Ks. P. Wawrzyniak zwykle w soboty wracał ze swoich objazdów do Mogilna, dziwnym trafem i po raz ostatni wrócił w sobotę do swej siedziby, ale już nie po to, aby odprawić w niedzielę nabożeństwo parafialne, układać tu w spokoju porządek prac i zajęć na najbliższe tygodnie i ustanawiać terminy posiedzeń i prac w różnych instytucjach - lecz wrócił, aby spocząć na zawsze po trudach pracowitego żywota wśród parafian na ulubionym przez siebie cmentarzu. Choć ciało strudzone pracą spoczęło w grobie, duch jego żywy jest jeszcze dziś, żyje w tych dziełach, które nam pozostawił, żyje w tym, co wśród nas zdziałał. Aby zachować w jak najdalsze pokolenia trwałą o nim pamięć, a zarazem w dowód czci i hołdu dla wielkiego działacza, nazwano dom zbudowany w rok po jego śmierci, mający służyć potrzebom społeczeństwa, Domem im. Ks. Piotra Wawrzyniaka. Drugim znakiem wdzięcznej pamięci dla króla czynu i duszpasterza - to okazały pomnik, który postawiono na cmentarzu w miejscu, w którym złożono jego śmiertelne szczątki. Miasto ze swej strony uczciło wielkiego obywatela swego nadaniem ulicy, najwięcej z nim związanej, jego nazwiska i imienia. Nie zadawalajmy się jednak tymi pomnikami martwymi - lecz usiłujmy zbudować mu pomnik żywy, wprowadzając jego zasady i cnoty obywatelskie, których słowem i przykładem uczył, w życie nasze, w życie całego społeczeństwa - a więc jego niezmordowaną pracowitość, sumienność w pracy, ukochanie obowiązku, punktualność, trzeźwość, oszczędność, gospodarczość. Będzie to najpiękniejszy pomnik, jaki mu społeczeństwo wystawi, pomnik najbardziej odpowiadający wielkiemu sercu Króla Czynu i wychowawcy społeczeństwa, który pragnął widzieć naród swój moralnie zdrowym, nieugiętym w walce z wrogiem, świadomym swej siły i należycie przygotowanym na chwilę Zmartwychwstania Ojczyzny.

Dnia 12.11.1910 r. odbyły się uroczystości pogrzebowe śp. Ks. Piotra Wawrzyniaka w poznańskiej farze, 13.11.1910 r. uroczystości pogrzebowe w kościele poklasztornym i pogrzeb na cmentarzu mogileńskim. Kondukt pogrzebowy prowadził ks. Karol Bobowski proboszcz z Ludziska w latach 1893 - 1917.

Na mogile ks. Piotra nie składano kwiatów ani wieńców, zgodnie z jego życzeniem, że zamiast wydawać pieniądze na kwiaty, które zostaną złożone na jego grobie, lepiej przeznaczyć te środki finansowe na cele społeczne. Tak też uczyniono, pieniądze zebrane przekazano Towarzystwu Czytelni Ludowych.

 

   

w górę

 

Układ chronologiczny działań ks. Piotra Wawrzyniaka

1898

- zakłada Katolickie Stowarzyszenie Robotników Polskich,

- obejmuje kierownictwo katolickiej spółki wydawniczej „Drukarnia i księgarnia pod wezwaniem św. Wojciecha” w ramach , której wydaje dwutygodnik „Ruch Chrześcijańsko-Społeczny” i „Bibliotekę Społeczną”, „Orędownik na Powiat Mogileński”.

 

28 maja 1900

- z jego inicjatywy założono spółkę „Rolnik”.

 

1903

- zapoczątkował wydawanie czasopisma Ruch Chrześcijańsko - Społeczny.

 

1904

- z jego inicjatywy ukazuje się Robotnik,

- zostaje oddana nowa siedziba Banku Ludowego, którego złoty okres w działalności nastąpił z chwilą objęcia stanowiska prezesa przez ks. Wawrzyniaka.

 

1906

- nowa Biblioteka Kaznodziejska, - Orędownik na Powiat Mogileński.

 

1907

- zakłada związek Kapłanów "Unitas” i „Księżówkę” dom zdrowia dla kapłanów w Zakopanem.

 

1908

- inspiruje publikowanie serii wydawniczej Teatr Ludowy

1910

- zostaje prezesem polskiej instytucji politycznej na terenie Rzeszy, Centralnego Komitetu Wyborczego, co tydzień odbywały się „niedziele w Mogilnie” na pół towarzyskie spotkania czołowych działaczy.

 

1910

- inicjuje powstanie Spółki Ziemskiej

 

1910

- na kilka tygodni przed śmiercią zakłada „Złotą Skarbonkę” – kasę oszczędnościową dla dzieci

 

14.11.1910

Msza Święta Żałobna w kościele farnym odprawiona przez ks. Mieczysława Brodowskiego.

 

10.11.1913

Poświęcenie Grobu - Pomnika, Mauzoleum  ks. P. Wawrzyniaka przez ks. biskupa St. Adamskiego (postawionego wg. Projektu Stefana Cybichowskiego z Poznania, popiersie wg. Wł. Marcinkowskiego).

2008 r.

Widok na aleje główną  cmentarza mogileńskiego przy ul. T. Kościuszki.

W perspektywie grób - pomnik

ks. P. Wawrzyniaka

 

 

więcej o cmentarzu >>

 

   

w górę

 

Towarzystwa i  Zawiązki Zawodowe założone bądź wspierane

przez Ks. P. Wawrzyniaka

 

1903 r. Przed kościołem

przedstawiciele stowarzyszeń mogileńskich

1916 r. Chór Śpiewaczy "Halka"

w lesie babskim

 

Po 1920 r. Przy grobie - pomniku na cmentarzu

Foto: Teodor Kowalenko

1922 r. Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół"

 Foto: Teodor Kowalenko

 

1933 r. Towarzystwo Czeladzi Katolickiej przed plebanią

Foto: Teodor Kowalenko

1936 r. Towarzystwo Pszczelarzy przed frontem salki "Prałackiej"

Foto: Teodor Kowalenko

 

   

w górę

 

MOWA ŻAŁOBNA

"Król czynu"; mowa żałobna, którą wygłosił przy zwłokach śp. Ks. Prałata Piotra Wawrzyniaka Patrona Spółek Zarobkowych Proboszcza Mogileńskiego na nabożeństwie żałobnem w poznańskiej farze dnia 12. listopada 1910 X. Józef Kłos

 

 

Kliknij obrazek, aby przeczytać

 

NEKROLOGI

zamieszczone w ówczesnej prasie - w listopadzie 1910 roku

 

 

 

 

 

 

 

 

   

w górę

 

KORESPONDENCJA Z PODPISEM KS. P. WAWRZYNIAKA, LISTY

 

z 09.07.1895 r.

Napisał ks. P.Wawrzyniak

 

Z 02.10.1907 r.

Kontrakt z 24.06.1921 r.

 

Z 01.12.1911 r.

Kontrakt z 15.10.1910 r.

Reprodukcje listów

 

   

w górę

 

TRADYCJE WAWRZYNIAKOWSKIE

Organizowanie uroczystości ku czci Wielkiego Polaka, wielkiego proboszcza, przełomu XIX i XX wieku na stałe wpisały się w tradycję parafii

św. Jakuba w Mogilnie.

 

09.11.1935 (25 rocznica śmierci)

Młodzież Szkoły Publicznej nr 2 uczestniczy w żałobnej Mszy św. oraz akademii " w której zapoznała się z postacią dobrego pasterza i dobrego Polaka z niedalekiej przeszłości naszej parafii". Obecny ks. proboszcz M. Brodowski, w referacie przedstawił całokształt prac i dokonań ks. P. Wawrzyniaka  - wypis z kroniki szkoły nr 2.

 

10.11.1935

Msza św. w kościele farnym. Nabożeństwo na cmentarzu z kazaniem dawnego wikariusza ks. P. Wawrzyniaka - ks. St. Płoszyńskiego. Uroczystości miejskie m.in. akademia, referat proboszcza M. Brodowskiego. Nadanie głównej ulicy miasta, najbardziej z nim związanej, jego imienia i nazwiska. Ulicę Klasztorną nazwano ulicą Ks. P. Wawrzyniaka. Po II wojnie światowej to ulica Marchlewskiego, a obecnie Benedyktyńska.

 

15.02.1959

Poświęcenie kamienia pamiątkowego na 50 rocznicę śmierci, ku czci śp. Patrona ks. Piotra Wawrzyniaka w Poznaniu. Tablica umieszczona na murze zewnętrznym kościoła Najświętszego Serca Jezusowego w Poznaniu. Odsłonięcia i poświęcenia płyty dokonał J.E. ks. Metropolita dr Antoni Baraniak. Działo się to w niedzielę dnia 15 lutego 1959 roku po Mszy św. o godzinie 12.30. W uroczystości uczestniczył następca ks. Piotra Wawrzyniaka w proboszczowaniu w Mogilnie ks. dziekan Tadeusz Zieliński.

 

W 110 rocznicę urodzin (Poznań 1959)

20.11.1960

Ogólnopolskie uroczystości religijne w Mogilnie upamiętniające 50 rocznicę śmierci wielkiego Polaka z udziałem arcybiskupów gnieźnieńskich i poznańskich. Ks. Arcybiskup Antoni Baraniak odprawił pontyfikalną Mszę św., a kazanie wygłosił Ks. Prymas Kardynał Stefan Wyszyński. Po południu nad grobem ks. Piotra Wawrzyniaka księża biskupi, duchowieństwo i licznie zebrani wierni odmówili modlitwy za Jego Duszę.

 

10.11.1985

Uroczyste obchody 75 rocznicy śmierci ks. Piotra Wawrzyniaka z inicjatywy ks. biskupa Jana Michalskiego i ks. St. Podlewskiego, dziekana mogileńskiego. Msza św. celebrowana przez J.Em. Ks. Kardynała Józefa Glempa w klasztorze. Wystawa okolicznościowa "Życie i działalność ks. Piotra Wawrzyniaka". Nabożeństwo przy grobie ks. prałata na cmentarzu mogileńskim z udziałem Prymasa Polski, biskupów archidiecezji gnieźnieńskiej: Jana Czerniaka, Jana Michalskiego, Jana Nowaka, rektora Prymasowskiego Seminarium Duchownego w Gnieźnie ks. dra Bogdana Wojtusia, duchowieństwa diecezjalnego i rzesz wiernych. Uroczystości miejskie, to oddanie do użytku nowej siedziby Banku Spółdzielczego w Mogilnie.

 

10.11.1995

Uroczysta Msza św. w kościele farnym pod przewodnictwem ks. biskupa Stanisława Gądeckiego. Odsłonięcie w kruchcie kościoła farnego tablicy pamiątkowej ufundowanej przez PSL w Mogilnie. Ponadto sesja naukowa z udziałem m. in. prof. dra Ryszarda Bendera z KUL-u i ks. prof. Kazimierza Śmigla. Podjęto inicjatywę budowy pomnika ku czci wielkiego proboszcza. W skład Komitetu Honorowego weszli: min. ks. Arcybiskup Henryk Muszyński, prezes PSL Jarosław Kalinowski, burmistrz Mogilna Stanisław Łaganowski.

 

Kruchta - Fara

Od lewej: K.Jacyna, R.Bender, Ks.Z.Lewandowski, B.Pilarski, M.Kruszyński

 

1966

Z grupą parafian ks. Zenon Lewandowski, bierze udział w sesji popularno - naukowej, poświęconej Księdzu Prałatowi P. Wawrzyniakowi, nt. "Ks. Piotr Wawrzyniak - bohater filmu Najdłuższa Wojna Nowoczesnej Europy". Sesja miała miejsce w Warszawie, w Centrum Kultury Civitas Chrystian w  w związku przypadającą 147 rocznicą jego urodzin.

 

 

24.01.1997

 

Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 2 ze Śremu przedstawiają montaż słowno - muzyczny w sali Mogileńskiego Domu Kultury - poświęcony ks. Piotrowi Wawrzyniakowi. Przybyli do Mogilna na zaproszenie ks. Proboszcza Zenona Lewandowskiego i Szkoły Podstawowej nr 2. Nasi goście (uczniowie i nauczyciele) odwiedzili miejsca pamięci związane z ks. Piotrem Wawrzyniakiem, złożyli kwiaty na grobie swojego Patrona. Byli goszczeni w szkole i w parafii "Jakubowej".

Na zdjęciu: Proboszcz ks. Z. Lewandowski,  dyr L. Mańkowski i A. Łaganowski -1997 r. SP2 Mogilno

 

 

14.06.1997

Rewizyta w Śremie uczniów i nauczycieli Szkoły Podstawowej nr 2 im. Marii Konopnickiej. Młodzież zaprezentowała się tam w programie artystycznym z okazji "Dni Śremu"

 

10.11.1998

Msza św. pod przewodnictwem Arcybiskupa Metropolity Gnieźnieńskiego J.E. Henryka Muszyńskiego w kościele farnym. Odsłonięcie i poświęcenie pomnika ks. P. Wawrzyniaka w mogileńskim parku. Z inicjatywą jego budowy wystąpili trzy lata wcześniej działacze PSL. Ponadto wybito 50 szt. pamiątkowego medalu. W uroczystościach uczestniczyły władze ze Śremu, oraz dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 2 w Śremie i Mogilnie. W kazaniu Metropolita Gnieźnieński ks. Henryk Muszyński nawiązał do osoby i działalności ks. Piotra Wawrzyniaka na tym terenie. Następnie uczestnicy Mszy św. udali się w uroczystym pochodzie, który otwierała Mogileńska Orkiestra Dęta przez miasto do parku. Tu odsłonięcia pomnika dokonał przew. Rady Naczelnej PSL Alfred Domagalski. W uroczystościach wzięły udział rzesze mieszkańców Mogilna i gości z całej Polski.

 

Pomnik Ks. P. Wawrzyniaka (park miejski)

Izba pamięci (salka "Prałacka") - 1994 r.

 

1998 r. - pamiątkowa fotografia z ks. Arcybiskupem H. Muszyńskim na tle pomnika

 

30.01.1999

150 rocznica urodzin Wielkiego POLAKA - uczczono uroczystą Mszą św. w Kościele Farnym i złożeniem kwiatów na Jego Grobie.

 

1999 r. w kościele

 

10 - 12.11.2000

90 rocznica śmierci ks. Piotra Wawrzyniak. Ukazuje się okolicznościowe, specjalne wydanie Orędownika na Powiat Mogileński. Uroczystości rocznicowe trwają  trzy dni. 10.11.200 (piątek) - godz. 12.00 Uroczysta Msza św. przy grobie ks. Wawrzyniaka pod przewodnictwem dziekana śremskiego ks. kanonika Mariana Boruckiego. Natomiast o godz. 14.00 w sali Mogileńskiego Domu Kultury uczniowie Szkoły Podstawowej nr 2 w Mogilnie i Gimnazjum prezentują - montaż poetycko - teatralno - muzyczny "Ksiądz Piotr Wawrzyniak - Człowiek, Kapłan, Społecznik". 11.11.2000 (sobota) - uroczysta Msza św. w intencji Ojczyzny na Rynku w Mogilnie. W niedzielę 12 listopada 2006 - uroczystości główne. Uroczystej Mszy św. w kościele św. Jakuba Większego Apostoła o godz. 12.00 - przewodniczy Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup Henryk Muszyński, Metropolita Gnieźnieński, który poświęca również odrestaurowane ołtarze w kościele farnym. Po południu o godz. 15.30 ks. Arcybiskup przewodniczy Nieszporom na cmentarzu mogileńskim przy grobie ks. Piotra Wawrzyniaka. W uroczystościach rocznicowych brali udział nauczyciele i uczniowie SP2 w Mogilnie i przybyli goście ze Śremu na czele z panem dyrektorem L. Mańkowskim oraz licznie mieszkańcy Mogilna. W związku z rocznicami tego roku: Jubileuszu 2000 roku, 1000 - lecia Archidiecezji i Metropolii Gnieźnieńskiej, 90 rocznicy śmierci ks. Piotra Wawrzyniaka ks. proboszcz Zenon Lewandowski w grudniu 2000 roku napisał - "Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim którzy pomogli mi przygotować te uroczystości ... " (publikacja prasowa).

Ks. Arcybiskup modli się przy grobie

Ks. Piotra Wawrzyniaka

07.11.2003

Uroczyste nadanie Gimnazjum w Mogilnie im. Ks. Piotra Wawrzyniaka, wręczenie Sztandaru, odsłonięcie pomnika - pierwowzoru tego, który znajduje się w parku miejskim. Wykonany z akrylu wg. projektu artysty - rzeźbiarza p. K. Jakubika. Poświęcenia dokonał J.E. Biskup B. Wojtuś. W uroczystości uczestniczyła młodzież z zaprzyjaźnionego śremskiego gimnazjum im. Ks. Piotra Wawrzyniaka, władze Śremu i Mogilna oraz licznie zebrani goście i mieszkańcy Mogilna

 

Piękna, okolicznościowa widokówka upamiętniająca ten szczególny dzień dla społeczności mogileńskiego gimnazjum i regionu

 

10.11.2010

100. rocznica śmierci ks. Prałata Piotra Wawrzyniaka

 

 

 

   

w górę

 

MEDALE, INNE PAMIĄTKI

 

 

 

 

 

 

Widokówka okolicznościowa z 1999 r.

Widokówka okolicznościowa z 2010 r.

Wykonał AŁ.

 

   

w górę

 

PORTRETY

 

 

       

 

 

WSPOMNIENIE O Ks. P. WAWRZYNIAKU

 

 

 

PUBLIKACJE - KSIĄŻKOWE O KS. P. WAWRZYNIAKU

 

Reprodukcje okładek

 

 

PUBLIKACJE PRASOWE

(archiwum)

Przed 1910

 

Walne zebranie (1)

Związku Polskich Spółek Zarobkowych i Gospodarczych na W. Księstwo Poznańskie i Prusy Zachodnie

 

Walne zebranie (2)

Związku Polskich Spółek Zarobkowych i Gospodarczych na W. Księstwo Poznańskie i Prusy Zachodnie

 

Odczyt ks. Szambelana Wawrzyniaka

"O stosunkach amerykańskich"

 

(jw. ukazały się w numerach Gazety Gnieźnieńskiej)

 

Od listopada 1910 do grudnia 1910

 

Ś.p. ks. prał. Piotr Wawrzyniak

 

Uwagi o Sejmiku Oświatowym

 

Nad trumną

 

Żałobne obrzędy i eksportacja zwłok, Poznań 12.11.1910

 

Spuścizna

 

Pogrzeb ś.p. ks. Wawrzyniaka w Mogilnie

 

Z mowy żałobnej ks. szamb. Kłosa

(wygłoszonej podczas nabożeństwa żałobnego u Fary)

 

Bierność a patryjotyzm czynu

 

(jw. ukazały się w numerach listopadowych Kuriera Poznańskiego)

 

   

w górę

 

Po 1910

 

W kręgu ks. Piotra Wawrzyniaka

Napisał: dr Marek Rezler

 

Kontrowersje w polskiej historiografii dotyczące daty zgonu ks. Piotra Wawrzyniaka

Napisał: prof. Czesław Łuczak

Opublikowano: Rozmaitości Mogileńskie, Maj 1998 r., Wydanie specjalne

 

Relacja z pogrzebu Ks. Piotra Wawrzyniaka

Opublikowano: Tygodnik Parafialny nr 45

 

Życie i dzieło ks. Piotra Wawrzyniaka

Napisał: Piotr Kaźmierczak

Opublikowano: Orędownik na Powiat Mogileński, Wydanie specjalne z okazji 90 rocznicy śmierci

ks. Piotra Wawrzyniaka

 

Piotr Wawrzyniak niekoronowany król Polaków

Napisał: Janusz Brodziński

Opublikowano: Gazeta Pomorska, Dział Ludzie XX wieku

 

   

w górę

 

 

 

 

 Z dziejów domu zdrowia dla księży w Zakopanem
 zwanym  "Księżówka"

 

Od początku istnienia do 1938 roku

Napisał: ks. Piotr Natanek

   

w górę